wtorek, 26 czerwca 2018

Pyrkon 2018

Dziś post, który się odleżał, mimo że zapowiedziałam go już wcześniej.
A mowa o...
PYRKON 2018
Absolutnie fantastyczne miejsce i już wiem, że w przyszłym roku na pewno wybieram się ponownie.


Czegokolwiek nie napiszę, powiem jedno: trzeba tam po prostu być, żeby to poczuć. Nie jestem śmiałą osobą, ale absolutnie wszyscy byli życzliwi, mili, dość otwarci, że dało się mimo to wczuć się w ten niesamowity klimat.
Na zdjęciu powyżej moja wejściówka, którą dostaje się przy pierwszym wejściu wymieniając bilet. Jest ona 3-dniowa i upoważnia nie tylko do przebywania na pyrkonie, lecz również do darmowego skorzystanie z komunikacji miejskiej.


Hasło na smyczy - absolutnie muszę się z tym zgodzić! Pozdrawiam serdecznie ludzi z alicii online, z którymi miałam okazję spędzić parę chwil ^^. Chociaż z niektórymi drogi aktualnie mi się rozeszły, to czas ten zdecydowanie nie był zmarnowany.


A teraz zabawię się w duże dziecko. Nie obkupiłam się jakoś bardzo mocno na pyrkonie, ale ten szczerbatek to był absolutny must have od momentu, gdy tylko go zobaczyłam! Uwielbiam szczerbatka i z niecierpliwością wyczekuje najnowszej części filmu, a ten pluszak jest absolutnie przecudny!


Będę dalszą część przeplatać między zdjęciami. Na pyrkonie zdecydowanie nie da się nudzić. Zajęć jest masa. Od prelekcji, przez inne atrakcje na halach (chociażby gry czy strefa fantastycznych inicjatyw), po farbowanie włosów farbą w sprayu za jedyne 5 zł czy zwykłe spędzenie czasu ze znajomymi. Znajdzie się wszystko, nawet pepe i hiszpańska inkwizycja, którzy rozbawili mnie do łez, gdy przepletli się w parze pomiędzy pochodem cosplayów świata tolkienowskiego.


A będąc już przy cosplayach - była ich po prostu masa. Mniej i bardziej przyciągające wzrok, jednak zdecydowanie nie można było narzekać na brak różnorodności. Z tych, które widziałam, najbardziej do gustu przypadli mi wspomniany już pepe i jego free hangs, hiszpańska inkwizycja, Violet Evergarden i para złodziejów z simsów.


Ilościowo zaś najwięcej przewinęło mi się cosplayów z naruto, Kanekich z Tokio Ghoul oraz Harley Quinn. No, a przynajmniej takie było moje odczucie, że widziałam to co kawałek.


Prelekcje, czyli coś, co było mniej bądź bardziej udane, w zależności od prowadzącego. Renesans Disneya była absolutnie fantastycznie poprowadzony, aż żal, że nie można było go przedłużyć. Miraculum było porażką, ktoś kto nigdy nie oglądał raczej się by nie zachęcił, a ktoś, kto oglądał, nie dowiedział się niczego nowego. Jedynym ciekawym aspektem w tej prelekcji było pojawienie się pana dubbingującego Adriena w polskiej wersji, jednak on nawet w zasadzie nie był zaplanowany, zauważył prelekcje z miraculum i przyszedł.


Japonia zmyślona - tytuł niewiele mówiący i szczerze, bo ja wiem czy tak ciekawy temat. Jednak prelekcja ta była tak dobrze poprowadzona, że można by było słuchać i słuchać. Naprawdę. To mi pokazało jak wiele zależy od prowadzącego, że z średnio ciekawego (dla mnie) tematu, można stworzyć perełkę.


Dobro i zło w animacjach disneya - chyba wybitny przykład na to, jak za przeproszeniem, zjebać, dobry temat. Jeśli prelekcja z miraculum była słaba, to ta była beznadziejna. Większość ludzi zaczęła wychodzić, ja sama w pewnym momencie również. Najprościej mówiąc prowadzący streszczali filmy, bo inaczej tego nazwać się nie dało. A szkoda, bo temat naprawdę miał potencjał i liczyłam na coś ciekawego.


Egipskie laleczki voodoo - o ile temat ciekawy, prelekcja mogłaby zostać poprowadzona lepiej. Czy psy w anime mają pieskie życie - ta prelekcja była świetna! Naprawdę. Może nie obejrzałam zbyt wiele tytułów anime, jednak na pewno obejrzę któryś wyłapany podczas prelekcji. Prowadzona w sympatyczny sposób i było na czym zawiesić wzrok, nie zabrakło ciekawostek, a sama nawet zapomniałam o psie z siedmiu grzechów głównych, mimo że oglądałam (i polecam) to anime ^^
Klasyczny teatr japoński - poprowadzone niestety, również w bardzo nudny sposób. Wychodząc z tej prelekcji za to weszłam na improwizowaną prelekcję zastępczą, nawet nie wiem jaki w praktyce był jej tytuł, tak czy siak była o anime i prowadził ją jeden z organizatorów pyrkonu - na improwizerce wyszło mu lepiej niż co poniektóre przygotowane prelekcje, z humorem i na luzie.


A taką oto książeczkę dostawał każdy uczestnik razem z wejściówką i kostkami do RPGów. 


Plan, zasady i mapki pyrkonu w jednym miejscu, naprawdę użyteczna rzecz. Dla zainteresowanych poniżej parę zdjęć z środka.








Bluzka! Drugi z moich nabytków. Nie jestem fanką warhammera, ale ten wzór absolutnie mnie urzekł już na PGA, gdzie niestety widziałam go tylko na poduszkach, więc widząc go na koszulce absolutnie nie mogłam sobie odmówić zakupienia jej :D


Co jeszcze mogę powiedzieć? Jadąc za rok na pewno zarezerwuję sobie jakieś miejsca na prelekcje sobotnie, na które kolejki były po prostu kosmiczne. W piątek dało się jeszcze jakoś je przeżyć, a rezerwacje w niedziele chyba nie mają absolutnie żadnego sensu, gdyż dało się wejść na prelekcje przychodząc pięć minut przed zaczęciem, a nawet w trakcie. Jest się w co okupić, więc jak ktoś może sobie pozwolić na większy budżet, to polecam. Jedzenie jak to na eventach, drogie, więc wychodziłam do avenidy (pobliska galeria) po takowe. Osobiście nie spałam w sleeproomie i jakoś nie przekonuje mnie ta idea, ale kto wie, może z znajomymi za rok dam się przekonać.

Jeszcze na koniec, na prośbę, porównanie ostatnio opisywanego tinkera collectA do schleich:


Pozdrawiam serdecznie wytrwałych w czytaniu ^^
Czytaj dalej »

środa, 20 czerwca 2018

CollectA 88 794 ogier tinker

Jeszcze tylko trochę i wakacje! Cieszycie się? Ja wyczekuje ich nieco dłużej, bo wakacje uznam za rozpoczęte po egzaminie praktycznym, który mam 28 czerwca. Wczoraj za to zdałam teorię i jestem z tego całkiem zadowolona. Do następnej klasy na szczęście przechodzę, więc nic tylko ruszać w podróż! Mam dość mocno napięty harmonogram w tym roku, aż sama jestem tym zdziwiona, pozostało mieć tylko nadzieję, że wszystko wypali.

Wczoraj do mojego stadka doszedł nowy kawaler - ogier tinker collectA.


Model może nie jest ideałem, ale niezaprzeczalnie chwyta za oko w pozytywnym tego zwrotu znaczeniu! 


Poza modelu to chyba jedo największy atut. Tinkerek został przedstawiony w ruchu, jego grzywa i ogon podwijają się w takcie galopu (jeśli źle rozpoznałam pozę proszę o poprawę).


Łeb jest sympatyczny, oko standardowo czarne. Odstający kosmyk grzywki w moim odczuciu jest przekombinowany, jego "pozwijanie" wygląda sztucznie.


Szczotki prezentują się ładnie, jednak na nich jako pierwsze rzuciły mi się w oczy błędy malowania - mają zdecydowanie za grubo położoną farbę, która odcina się wraz z górną "krawędzią" szczot.



Kopyta, kasztany i płeć zaznaczone.


Od przodu widoczne nieco łączenie odlewu, jednak nie jest to przeszkadzające.


Malowanie spodniej części grzywy jest niedokładne. W sumie to ogólnie malowanie grzywy do mnie nie przemawia - dwukolorowa jak najbardziej, ale widziałaby mi się jakoś inaczej.



Klatka piersiowa zaznaczona.





Umaszczenie jest ciekawe i zdecydowanie mu pasuje, jedynie to wykonanie... farba jest również za grubo położona na lewym boku konia, na zdjęciu niżej za dość ciekawa łata.


Na koniec cyknięte na szybko (paskudne mrówki są wszędzie, ugh) zdjęcie na trawie.


Podsumowując, model polecam, nie wiem, czy gruba farba do defekt mojego i miałam pecha, czy to na całej linii, ale ogierek jest warty zakupu mimo tego. Myślę że to jeden z ciekawszych przedstawicieli swojej skali.
A wy co o nim sądzicie?
Macie jakieś plany na wakacje?

Pozdrawiam ^_^
Czytaj dalej »

poniedziałek, 28 maja 2018

Breyer Traditional GG Valentine

Hejo!

Standardowo oznajmiam, że żyję. Będę bardziej żywa po zakończeniu wystawiania ocen, a już tak całkowicie to po egzaminie zawodowym praktycznym (28 czerwca). Niestety nawaliło mi się dużo spraw z życia prywatnego.

Za to mogę powiedzieć, że byłam na pyrkonie i bawiłam się świetnie, zdecydowanie każdemu polecam. Później zrobię bardziej obszerny wpis na temat moich wrażeń co do tego wydarzenia, oraz zdobyczy :) Idealnie nie było, ale za rok definitywnie jadę ponownie.

Modele idą w odstawkę na dłuższy czas. Niestety mam inne wydatki, a spotkania z ludźmi są jednak powyżej plastikowych koników, tak samo jak pojechanie na obóz czy kupienie czegoś do prawdziwy koni (aktualnie chętnie wymieniłabym sztylpy i sztyblety... i mogłabym tak jeszcze powymieniać...), jak i ogólnie mam jakąś tendencje do tego że te hobby które sprawiają mi najwięcej radości są dość kosztowne, o zgrozo, a pieniądze na drzewach jakoś rosnąć nie chcą... eh, a niby są z papieru.

No ale, przechodząc już do rzeczy, dzisiaj przedstawiam wam model firmy breyer, w skali traditional, rzeźbiony przez panią Brigitte Eberl, sprzedawany razem z źrebakiem Heartbreakerem, o którym post już się pojawił.

Mianowicie przedstawiam wam GG Valentine na moldzie Giselle!


Mój egzemplarz niestety ma niewielkie otarcie na zadzie, jak zresztą spora grupka moich modeli jakiś czas temu w pewnych niezbyt przyjemnych okolicznościach nabawiło się rys, a kilka (na szczęście tanich, niefirmowych) połamało... eh, przykra sprawa nie do poruszenia na blogu. 


Walentyna jest moim zdaniem modelem zdecydowanie wartym uwagi, co pewnie nie tylko ja zauważyłam, gdyż jest dość popularna, jeśli można to tak nazwać. Model jest portretem gniadej klaczy rasy meklemburskiej, startującej w skokach przez przeszkody.

 


GG Valentine w rzeczywistości - źródło zdjęć klik.


Uważam że jest dość dobrze odwzorowana. Model ma zdecydowanie dobrą rzeźbę - zaznaczone mięśnie, klatka piersiowa.


Warto zwrócić uwagę, że breyer nie spalił sprawy z odmianką na głowie klaczy - jest dokładnie taka sama, jak u oryginału.



Oko całkowicie czarne. Poza tym, malowanie jak na firmowe jest całkiem dobre.


Bardzo sympatyczny detal, zaznaczone piętno rasy.


Kasztany możemy znaleźć na wszystkich czterech nogach.



Wyrzeźbione strzałki, zaznaczona płeć.


No i mamy dość dobrze oddane detale dolnej części łba.


Co sądzicie o tym modelu? Macie go w swojej kolekcji?
Pozdrawiam ^^

Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia